poniedziałek, 31 marca 2014
"suma naszych dni"
To już 9 miesięcy, jak jesteśmy we Francji... Nie wiem, kiedy to minęło, nie wiem, kiedy to wszystko tak bardzo się zmieniło. Dzisiaj siedziałam na tym samym placu zabaw, który w lipcu był miejscem, gdzie było tak fatalnie była Stasia złość, niemożność dogadania się, ciągłe konflikty, ciągły płacz, żal, niechęć do bycia wśród dzieci... Dzisiaj patrzyłam na niego chyba godzinę: bawił się kolegami, przywitał się z nimi, dzielił się swoją zabawą, dawał im kawałki swoich patyków do kopania w małym mrowisku, wołał proste słowa po francusku, wołał kolegów, bawił się z rodzeństwem kolegów... Basia stojąc przy windzie zobaczyła, że po schodach schodzi sąsiad i podeszła do niego i powiedziała "bonjour":) Gdziekolwiek wchodzimy, czy skądkolwiek wychodzimy słyszę bonjour i au revoir bez ponaglania, powtarzania, że tak trzeba. Stało się to radosne i zwyczajne. Mój syn zaczyna powoli rozumieć otaczający go świat... Basia wraca ze żłobka zamyślona:) Opowiada o czym czytała im pani książkę, widzę jak język francuski powoli wkrada się do naszego życia... Minęło 9 miesięcy i co mogę powiedzieć, że jestem dumna ze Stasia i Basi, że przeszli już tak długą drogę, że podjęli wysiłek zaistnienia tutaj w naszej nowej rzeczywistości, że otworzyli swoje serca i umysły... Wiem, że znaleźliśmy się tutaj we Francji, z panem T. w trakcie studiów nieprzypadkowo, że los skierował nas tutaj jakimś dziwnym trafem, to właśnie we Francji (bliskiej mojemu sercu) zaistnieliśmy jako rodzina nowej jakości, że wiatr we włosach i żaglach poczułam, gdy tylko wysiadłam z samolotu... Nie wiem, gdzie dalej poprowadzi nas życie... Martwię się bardzo tym, co dzieje się w Polsce... To takie dziwne, że tutaj odnalazłam już tyle szczęścia... Niech nas nie opuszcza... Brawo nasze Dzieciaki... Obyście zawsze miały wybór, gdzie żyjecie i obyście mogli żyć tam, gdzie chcecie...
środa, 26 marca 2014
wielka zgoda
Było o tym, jak to można się czuć mając 30 lat, jak czuje się ja mając nawet jeden rok więcej:) i ja? Chyba dogadałam się sama ze sobą: panienki tańczące w mojej głowie usiadły przy stole, dopuściły do dyskusji nawet głosy pana T., posłuchały też Pani Polny Kwiat, przeanalizowały sobie wiele spraw, poprzytulały się do siebie, powiedziały sobie jak bardzo siebie wzajemnie szanują, potańczyły razem na łące, posłuchały szumu wiatru, śpiewu ptaku o wczesnym poranku, w głos mojego serca też się wczuły. Postanowiły się wspierać razem, respektując swoje prawa i potrzeby, idąc na ustępstwa. Pani ambicja zawodowa, pani instynkt macierzyński, pani rozum zostały przyjaciółkami.
Jednocześnie wysłałam dzisiaj dokumenty na studia. Myślę, że to czyste szaleństwo finansowe, organizacyjne, językowe, naukowe:) Zawsze lubiłam jednak działania nieco na krawędzi i wyzwania, chociaż to jest dla nas ogromne. Czekam co dalej ale mam w sobie przekonanie, którym zaraziła mnie Pani Paryżanka, która mówi, że robisz co w swojej mocy, by osiągnąć cel, a potem pozwalasz się prowadzić losowi. Wyjście awaryjne także przygotowałam i cieszyłabym się i na jeden i na drugi wybór więc niech los decyduje:)
Tymczasem dzisiaj jeździłam z moim synem na rowerze... Wiecie, jak kocham rower więc jeżdżenie po Saint Germain z moim Stasiem z wiatrem wiosennym we włosach, śmiechami i radościami, Basią w foteliku krzyczącą "gazu,gazu" było przyjemne i radosne...Czuje się dobrze...Jestem wdzięczna za wszystko,co mam... Dziękuje więc za to co mam...
Jednocześnie wysłałam dzisiaj dokumenty na studia. Myślę, że to czyste szaleństwo finansowe, organizacyjne, językowe, naukowe:) Zawsze lubiłam jednak działania nieco na krawędzi i wyzwania, chociaż to jest dla nas ogromne. Czekam co dalej ale mam w sobie przekonanie, którym zaraziła mnie Pani Paryżanka, która mówi, że robisz co w swojej mocy, by osiągnąć cel, a potem pozwalasz się prowadzić losowi. Wyjście awaryjne także przygotowałam i cieszyłabym się i na jeden i na drugi wybór więc niech los decyduje:)
Tymczasem dzisiaj jeździłam z moim synem na rowerze... Wiecie, jak kocham rower więc jeżdżenie po Saint Germain z moim Stasiem z wiatrem wiosennym we włosach, śmiechami i radościami, Basią w foteliku krzyczącą "gazu,gazu" było przyjemne i radosne...Czuje się dobrze...Jestem wdzięczna za wszystko,co mam... Dziękuje więc za to co mam...
niedziela, 23 marca 2014
nie ma jak 30tka:)
Siedzę i siedzę, myślę, co napisać Wam dzisiaj bo tyle myśli przelewa mi się przez głowę i oto mój pan T. podsyła fantastyczny artykuł pewnie w kontekście rozmowy naszej o młodości, o niepocałowanych ustach, niedoświadczonych rzeczach i tego, że ja niczego nie żałuje. Pozwolicie więc moi drodzy 30latkowie i nie tylko:) że pozwolę sobie polecić link znakomity:
http://mateuszgrzesiak.natemat.pl/95737,22-rzeczy-ktore-odkrywasz-po-przekroczeniu-trzydziestki
Czytam i czytam i czuje, jakby ktoś pisał o mnie, o moich emocjach dnia wczorajszego, dzisiejszego i jutrzejszego, czuje jakby wszystko składało się na to, że oto ktoś opisał nas 30 latków, moje małżeństwo, moje życie, moją rodzinę, mój seks, moje myślenie, moje bycie. Może jestem typowa ale cóż w tym złego:)
Bo oto ja jestem szczęśliwa, czuje w sobie moc i siłę, której nie czułam gdy miałam lat 20. Wiem, kim jestem, gdzie jestem, biorę z życia to co możliwe, to co chce, wiem, gdzie mam mocne strony, a gdzie słabe i jest mi tak dobrze. Nie, nie przeszkadza mi już w moim wyglądzie nic:) Nie przeszkadza mi to, co stało się, czy nie stało z moim ciałem po porodzie, czuje, że jestem sobą, seksowna, czasami nie, ale jestem z siebie zadowolona.
To wspaniałe mieć przy sobie sprawdzonych przyjaciół, wspaniałe nie martwić się, czy pan T napisze, czy nie napisze, obrazić się, czy nie... To wspaniałe, że jest to już po za moją troską, że mogę zadzwonić gdy chcę, mogę otwarcie mówić, czego pragnę, czego potrzebuje. Wspaniale chcieć być lepszym, doskonalić się zawodowo, życiowo, osobowościowo i wszystko bez wyrzutów sumienia i skrajnego poganiania siebie. To takie zrozumienie procesów życiowych, umysłowych, uświadomienie sobie, ile ról pełnie, ile rzeczy robię, kim jestem, kim chcę się otaczać, kim nie. Czy więc może być coś lepszego w życiu od 30tki?:) Sugeruje, że tylko 35 albo 40:)
W ramach moich doświadczeń zawodowych: KOCHAM moją pracę!!! Uwielbiam moją pracę, także jej trudne momenty. Wiem, tak wiem, wiem, po wielu wędrówkach zawodowych, szukania swojej tożsamości jako pedagog, ja wiem, co chce w życiu robić i to, co robię to tylko dokształcanie się i dążenie do celu. Cudownie mi z tym uczuciem.
Pewnie musiało minąć we mnie te 30 lat, by poczuć, że wszystko, co nosze w sobie, na sobie jest stworzone dokładnie dla mnie, jak uszyty na miarę garnitur. Czekam więc na to, co przyniesie życie, szanuje to, kogo i co mam blisko siebie. Szanuje Was Moi Przyjaciele i Znajomi, szanuje każdą chwilę i jestem za to wszystko wdzięczna...
Wiatr wieje w moje żagle, dzieci śpią i cudowne usta pana T. w zasięgu ręki...
Ach ten czas po 30tce:)
http://mateuszgrzesiak.natemat.pl/95737,22-rzeczy-ktore-odkrywasz-po-przekroczeniu-trzydziestki
Czytam i czytam i czuje, jakby ktoś pisał o mnie, o moich emocjach dnia wczorajszego, dzisiejszego i jutrzejszego, czuje jakby wszystko składało się na to, że oto ktoś opisał nas 30 latków, moje małżeństwo, moje życie, moją rodzinę, mój seks, moje myślenie, moje bycie. Może jestem typowa ale cóż w tym złego:)
Bo oto ja jestem szczęśliwa, czuje w sobie moc i siłę, której nie czułam gdy miałam lat 20. Wiem, kim jestem, gdzie jestem, biorę z życia to co możliwe, to co chce, wiem, gdzie mam mocne strony, a gdzie słabe i jest mi tak dobrze. Nie, nie przeszkadza mi już w moim wyglądzie nic:) Nie przeszkadza mi to, co stało się, czy nie stało z moim ciałem po porodzie, czuje, że jestem sobą, seksowna, czasami nie, ale jestem z siebie zadowolona.
To wspaniałe mieć przy sobie sprawdzonych przyjaciół, wspaniałe nie martwić się, czy pan T napisze, czy nie napisze, obrazić się, czy nie... To wspaniałe, że jest to już po za moją troską, że mogę zadzwonić gdy chcę, mogę otwarcie mówić, czego pragnę, czego potrzebuje. Wspaniale chcieć być lepszym, doskonalić się zawodowo, życiowo, osobowościowo i wszystko bez wyrzutów sumienia i skrajnego poganiania siebie. To takie zrozumienie procesów życiowych, umysłowych, uświadomienie sobie, ile ról pełnie, ile rzeczy robię, kim jestem, kim chcę się otaczać, kim nie. Czy więc może być coś lepszego w życiu od 30tki?:) Sugeruje, że tylko 35 albo 40:)
W ramach moich doświadczeń zawodowych: KOCHAM moją pracę!!! Uwielbiam moją pracę, także jej trudne momenty. Wiem, tak wiem, wiem, po wielu wędrówkach zawodowych, szukania swojej tożsamości jako pedagog, ja wiem, co chce w życiu robić i to, co robię to tylko dokształcanie się i dążenie do celu. Cudownie mi z tym uczuciem.
Pewnie musiało minąć we mnie te 30 lat, by poczuć, że wszystko, co nosze w sobie, na sobie jest stworzone dokładnie dla mnie, jak uszyty na miarę garnitur. Czekam więc na to, co przyniesie życie, szanuje to, kogo i co mam blisko siebie. Szanuje Was Moi Przyjaciele i Znajomi, szanuje każdą chwilę i jestem za to wszystko wdzięczna...
Wiatr wieje w moje żagle, dzieci śpią i cudowne usta pana T. w zasięgu ręki...
Ach ten czas po 30tce:)
czwartek, 20 marca 2014
wirusy i papiery
Zainfekowane maluchy... Oj to chyba jakiś jednak rota wirus... Chociaż dzielnie walczą w domu to jednak nie jest tak znowu różowo... Wczoraj nastąpiła poprawa i stanu dzieci więc dzisiaj dostały serek: bo tak prosiły. Och i sprawdza się zasada, że ścisła dieta jest niezwykle istotna... Generalnie mamy powrót do stanu z poniedziałku. Mam nadzieję, że im się poprawi bo jeśli nie to czeka nas w końcu wizyta w jakiejś placówce medycznej.
Do tego czuje, jakbym tonęła w papierach... Och tak naprawdę. Żyje w królestwie biurokracji, papierkologii i pocztomani. Wszystko jest wysyłane pocztą, każda pierdoła... Ja już tonę od tych dokumentów i ogarnięcie tego, ciągłe składanie dokumentów w Kasie chorych, pilnowanie by wysłali do prywatnego ubezpieczenia bo na razie tylko ja dostałam magiczną zieloną kartę...bleh... Nie wspomnę, co ja muszę zrobić, by móc składać dokumenty na studia formacyjne... waaaaaaaa.... Na początku tygodnia ogarnął mnie prawdziwy dół i uczucie kompletnej demotywacji... ten ogrom rzeczy do ogarnięcia ale jednak... warto zacząć od małych rzeczy i tak oto uporałam się z prasowaniem i postanowiłam wprowadzić zasadę Mamy Browar: mniejsze obroty w pralce, bardzo staranne rozwieszanie i zasada: ubrania prasują się same, jak leżą poskładane równo jedno na drugim w szafie:) Poczyniłam wiele starań, by uporać się z formalnościami i papierkami, trochę zostało ale powoli.
Nie jestem tak mobilna z chorowitymi pociechami. Małe kroki, małe kroki i do przodu... Niech życie mnie niesie, gdzie ma mnie ponieść:)
sobota, 15 marca 2014
fotorelacja i zmęczenie
Była u nas pani A.:) Było radośnie, wesoło, przyjechała druga pani A. z Paryża i powspominaliśmy studenckie czasy, gdy wyjeżdżaliśmy do Normandii pracować we francuskich domach, a wieczorami pić wino i szaleć, wygłupiać się i cieszyć życiem:) Było wspaniale, beztrosko, miło, wesoło... Och i jakże nasze maluchy ucieszyły się z dwójki polskojęzycznych ciotek w domu, które przytulały, całowały, czytały, rozpieszczały, bawiły się z zapałem:) Było droga A. beztrosko i mam nadzieję, że znajdziesz chwilę, by jednak przeczytać posta mojego:) Mała kalkulacja lat, które się znamy też nieco zaskoczyła:) Och ten czas nie do zatrzymania... Wieczór zakończył tort marchewkowy, oj zajadam z apetytem w chwili obecnej:)
Sobota ciężka w pracy bo chwilowo mam więcej godzin i trochę też zawodowych rozterek. Generalnie dzisiaj czuje zmęczenie i to uczucie jest absolutnie dominujące, dlatego będą zdjęcia relacjonujące i mój szybki sen:)
Sobota ciężka w pracy bo chwilowo mam więcej godzin i trochę też zawodowych rozterek. Generalnie dzisiaj czuje zmęczenie i to uczucie jest absolutnie dominujące, dlatego będą zdjęcia relacjonujące i mój szybki sen:)
Udanego weekendu:) Przesyłam Wam serdeczne pozdrowienia.
wtorek, 11 marca 2014
na górze róże na dole fiołki w wydaniu moim:)
Pocałunki, ciepłe spojrzenia, dotyk, zapach jego skóry gdy wsiadam do samochodu, a on siedział tam chwilę wcześniej... Jego dłonie, które obsługują telefon, szerokie ramiona, zapach: znów zapach, ten pod nosem, gdy wydycha powietrze...Skóra po której jeżdżę palcami, ostry zarost, który mocno drapie moje usta... Spojrzenie, znane skrawki własnych ciał, słowa, które są myślami drugiej osoby w danej chwili... Kłucie w sercu, gdy odwożę Go do RER i wiem, że nadchodzi chwila rozstania... Radosne wyczekiwanie dźwięków kluczy w zamku pod koniec tygodnia... Radość z weekendowych chwil razem... Słowa wsparcia, by realizować swoje ambicje i plany... Czerwony hegner w naszej kuchni... Idealne dopasowanie ciał, gdy śpimy blisko siebie... sporo lat... Wczoraj, dzisiaj i jutro jestem wdzięczna...
niedziela, 9 marca 2014
wiosenna harmonia mimo wszystko:)
Spędziliśmy wspaniały weekend. Dzisiaj odwiedziliśmy znajomych, w którym domu istnieją trzy języki: angielski, francuski i flamandzki, mieliśmy okazje zaobserwować, jak wszystko zazębią się i tworzy sprawnie i wspaniale funkcjonującą całość. Och jak miło i harmonijnie było pobyć w Ich towarzystwie, w ciepłym domu, jak przyjemnie czuć, że francuski staje się częścią wyrażenia mnie samej... Ja naprawdę w lipcu ubiegłego roku nikogo nie znałam tutaj, a teraz tak wiele dobrych, miłych, ciepłych ludzi... to wspaniałe...
Chyba ważne jest by cieszyć się życiem i czerpać radości mimo trosk, wiecznie niezałatwionych spraw, które ciągle gdzieś rosną i uciekają. Moje wielkie plany studiów we Francji... Ciągle piętrzą się jakieś problemy, dokumenty, zaświadczenia, ich tłumaczenia więc... postanowiłam w sercu, iż zrobię wszystko co w mojej mocy: jeśli nie zdążę w tym roku, podejmę próbę w następnym. Nie mam ochoty biec na siłę, z wywieszonym językiem, stresem, zmęczeniem, sfrustrowaniem, ciągłym poganianiem siebie i innych... Tak chyba wciąż uczę się, by dojrzewało we mnie to branie tego, czego życie przyniesie, co nie wyklucza moich starań ale to nie jest gonitwa. Moje życie ma być życiem do przeżywania i radowania się, nie tylko do biegania.
Chyba nie sposób nie cieszyć się, gdy dzisiaj było chyba 20 stopni, a w słońcu to już sama nie wiem ile, ale chodziliśmy dzisiaj w krótkim rękawie tak ja, jak i dzieciaki:) Nawet czuje, że mój nos nieco szczypie, co oznacza, że przypiekło go słońce:) Wszystko obudziło się do życia, jest zielono, słonecznie, bajecznie i przyjemnie:) Dzieci śpią i ja po zastanowieniu, czy prasować, przygotowywać sobotnie zajęcia, dokumenty na studia, postanowiłam chwalić niedzielę nierobieniem niczego, a jedynie kąpielą i ciepłym łóżkiem. Jutro długi dzień, wizyta znów u lekarza ze Stasiem, zakupy i przygotowania na wtorkowego gościa:) A w sumie to gościówkę:) A pan T. pojechał do Polski, tak smutno, że bez nas ale trudno. Za to liczę na uśmiech pewnego wesołego małżeństwa z racji niespodzianki, którą pan. T wiezie w walizce:) Pozdrawiam Was!!!
sobota, 8 marca 2014
troski, karnawał i zapachy wspomnień
Strach i zmartwienia... Zawsze wdzięczna byłam swojej codzienności i losowi za zdrowie, życie w pokoju, dobrobycie, poczuciu bezpieczeństwa. Ostatnio ciągle dzieje się coś, co sprawia, że troska wciska się do mojego serca. Dodatkowo gdy kwestia dotyczy zdrowia mojego dziecka rodzi się prawdziwie przykre uczucie... Wiem, że do tej pory miałam sporo szczęścia bo bywałam u lekarzy z maluchami praktycznie wyłącznie na szczepienia więc obecne kłopoty, problemy, dziwne wynik badań martwią... Jeśli mogę prosić o ogrom pozytywnym myśli w kierunku Stasia to proszę...
Nie sposób nie cieszyć się jednak dzisiejszym dniem... 18 stopni i pełne słońce, niebieskie niebo i na bal karnawałowy w "Literce" wybraliśmy się bez kurtek a w samych bluzach:) Było ciepło, wiosennie, pachniało ciepłem i radością:) Sam bal:) Uśmiecham się na samą myśl mojego pirata i małej żabki, którzy bawili się świetnie. Och jakże dawno nie widziałam mojego syna tak SZCZĘŚLIWEGO, RADOSNEGO, AKTYWNEGO... Basiula podrywana przez zalotników, zielony mały kłębek pełen małej nieśmiałości i radości:) Dzisiaj miałam uczucie, że to dla tych chwil żyjemy, dla nich istniejemy... Nie ma nic piękniejszego jak prawdziwa radość wypisana na twarzy Twojego dziecka.
Nie sposób nie cieszyć się jednak dzisiejszym dniem... 18 stopni i pełne słońce, niebieskie niebo i na bal karnawałowy w "Literce" wybraliśmy się bez kurtek a w samych bluzach:) Było ciepło, wiosennie, pachniało ciepłem i radością:) Sam bal:) Uśmiecham się na samą myśl mojego pirata i małej żabki, którzy bawili się świetnie. Och jakże dawno nie widziałam mojego syna tak SZCZĘŚLIWEGO, RADOSNEGO, AKTYWNEGO... Basiula podrywana przez zalotników, zielony mały kłębek pełen małej nieśmiałości i radości:) Dzisiaj miałam uczucie, że to dla tych chwil żyjemy, dla nich istniejemy... Nie ma nic piękniejszego jak prawdziwa radość wypisana na twarzy Twojego dziecka.
Niech tych chwil szczęścia będzie w naszym życiu jak najwięcej... Bo tak cudownie było patrzeć na moje dzieci pełne tych dobrych emocji. Wspominam w sercu emocje, które towarzyszyły tak różnym chwilom w moim życiu, zapachy... Zapach miłości i namiętności, zapach nowych wyzwań i doświadczeń, zapach wiosny i nadziei, zapach poddania się losowi, zapach wspomnień z Francji z okresu studiów (hortensje, lipy zmieszane ze skoszoną trawą), zapach nowego życia w domu... Lubię gdy sny, aura za oknem przypomina mi te chwile, te uczucia, gdy to wszystko wywołuje je na nowo i przypomina ich woń... Pięknie śniłam dzisiaj w nocy, lubię gdy w snach odwiedzają mnie bliscy, których już nie ma blisko... Głęboki wdech i kolejne dni życia... po prostu życia... Udanego weekendu...
środa, 5 marca 2014
31
Biszkopt upieczony, stoi w kuchni:) Zabrakło czasu na zrobienie masy i przełożenie go owocami ale nic straconego: zrobię to jutro:) Bo dzisiaj w dzień moich urodzin spędziłam wspaniały relaksujący dzień nad oceanem:) Urok wolnej środy w szkołach francuskich + jeszcze brak moich codziennych obowiązków + wolny dzień pana T. = wspaniałe urodziny:) Nie wiem, co takiego ma w mocy szum fal ale zawsze wprawia mnie w stan głębokiego relaksu i rozluźnienia. Ten bezkres, miarowy szum, przypływ i odpływ, słońce i księżyc, mewy krążące nad naszymi głowami i pustka... Tylko my... Nie wiem, jak to możliwe, że te godziny spacerowania, rzucania kamieni, patrzenia w dal, nawet lekkiego marudzenia maluchów, sprawia, że moje myśli przestawiają się na inne tory, jakby wszystko kołysało się spokojnie i kierowało mnie tam, gdzie mam pójść bez strachu, bez lęku, bez poczucia straty.
Wiele się dzieje, sporo decyzji podejmuje, jaki będzie tego efekt? Nie wiem. W dzień moich urodzin życzyłabym sobie, bym w zdrowiu, szczęściu, pokoju, miłości przeżyła swoje życie z moją rodziną i bliskimi, by udało mi się robić to, czego prawdziwie pragnę i bym robiła to dobrze i profesjonalnie, by moje dzieci wyrosły na szczęśliwych i mądrych ludzi, by to co robię i robić będę było wartościowe... Chwytam wiatr w swoje żagle... Mądra, radosna głowa powiedziała mi dzisiaj, że nie bała się nigdy egzaminów, rozmów kwalifikacyjnych bo wierzyła, że coś się dzięki temu wydarzy lub nie i to też może dać inne szanse. Och jakże odkrywcze było dla mnie przyjęcie tego do siebie...
To cudowne, gdy tyle dobrych myśli i życzeń płynie w Twoim kierunku więc dziękuje za nie wszystkie... Tymczasem jeśli mogę mieć jedną prośbę urodzinową do każdego czytelnika tego bloga, posta: dzisiaj otworzyłam komentarze w swoim blogu na każdą osobę, także anonimową: napisz mi dzisiaj w komentarzu kilka słów, powiedz w jakikolwiek sposób, kim jesteś i bynajmniej nie chodzi mi o imiona, nazwiska:) Po prostu taki mały prezent dla mnie, byście właśnie dzisiaj, jutro w najbliższych dniach zostawili po sobie swój ślad: nazywając, określając siebie, jak tylko chcecie. Zrobicie to dla mnie?
Na koniec fotorelacja:)
Wiele się dzieje, sporo decyzji podejmuje, jaki będzie tego efekt? Nie wiem. W dzień moich urodzin życzyłabym sobie, bym w zdrowiu, szczęściu, pokoju, miłości przeżyła swoje życie z moją rodziną i bliskimi, by udało mi się robić to, czego prawdziwie pragnę i bym robiła to dobrze i profesjonalnie, by moje dzieci wyrosły na szczęśliwych i mądrych ludzi, by to co robię i robić będę było wartościowe... Chwytam wiatr w swoje żagle... Mądra, radosna głowa powiedziała mi dzisiaj, że nie bała się nigdy egzaminów, rozmów kwalifikacyjnych bo wierzyła, że coś się dzięki temu wydarzy lub nie i to też może dać inne szanse. Och jakże odkrywcze było dla mnie przyjęcie tego do siebie...
To cudowne, gdy tyle dobrych myśli i życzeń płynie w Twoim kierunku więc dziękuje za nie wszystkie... Tymczasem jeśli mogę mieć jedną prośbę urodzinową do każdego czytelnika tego bloga, posta: dzisiaj otworzyłam komentarze w swoim blogu na każdą osobę, także anonimową: napisz mi dzisiaj w komentarzu kilka słów, powiedz w jakikolwiek sposób, kim jesteś i bynajmniej nie chodzi mi o imiona, nazwiska:) Po prostu taki mały prezent dla mnie, byście właśnie dzisiaj, jutro w najbliższych dniach zostawili po sobie swój ślad: nazywając, określając siebie, jak tylko chcecie. Zrobicie to dla mnie?
Na koniec fotorelacja:)
niedziela, 2 marca 2014
tydzień dobrych myśli
Dzisiaj moje dwa blogi ( www.kloceksznurekdeska.blogspot.com ) połączą się, bo w kontekście różnych wydarzeń politycznych, osobistych i nowo rozpoczętej lektury (po francusku;) uważam, że potrzeba nam nieco optymizmu. W naszym domu trwa TYDZIEŃ DOBRYCH MYŚLI i z całego serca życzę Wam moi czytelnicy by i on rozpoczął się u Was.
Oto moja propozycja zabawy skupiającej się na pozytywnej energii i potencjalne RODZINY. Stworzyliśmy tabelkę z kolumnami dla każdego członka rodziny, Stasio narysował podobiznę każdej osoby. Zadanie proste: każdego dnia każdy członek rodziny piszę o każdym członku rodziny coś pozytywnego i dobrego. Można też pisać o sobie coś dobrego. Cały tydzień zapełnia się u nas wspaniałymi komplementami, na które Staś czeka z niecierpliwością jak i ja:) Basia nie do końca potrafi się jeszcze wyrazić ale podbiega wesoło do tabeli i woła kocham mamę bo kocham:)
Oto moja propozycja zabawy skupiającej się na pozytywnej energii i potencjalne RODZINY. Stworzyliśmy tabelkę z kolumnami dla każdego członka rodziny, Stasio narysował podobiznę każdej osoby. Zadanie proste: każdego dnia każdy członek rodziny piszę o każdym członku rodziny coś pozytywnego i dobrego. Można też pisać o sobie coś dobrego. Cały tydzień zapełnia się u nas wspaniałymi komplementami, na które Staś czeka z niecierpliwością jak i ja:) Basia nie do końca potrafi się jeszcze wyrazić ale podbiega wesoło do tabeli i woła kocham mamę bo kocham:)
Halo, Halo nikt nie jest za stary, nikt nie jest zbyt zabiegany by nie znaleźć 2 minut wieczorem by napisać kilka ciepłych słów. Kłóciliście się w weekend? Wstydzisz się powiedzieć coś przyjemnego? Mała tabelka przypięta na lodówce i długopis leżący w pobliżu zaraz pomoże przełamać opór:) Gdy to nie problem to jeszcze lepiej, jaka miła pamiątka, do której można powracać wielokrotnie.
Wierzę w moc dobrych myśli...
Subskrybuj:
Posty (Atom)