niedziela, 10 listopada 2019

Bohaterowie dnia codzienniego.

Jesień przegoniła naszego kota z ogródka tuż na małe krzesło z wikliny, tuż obok kominka.  I kot i kominek rozgrzewa nasze ciała i serca w chłodne i deszczowe dni. Jesień zmotywowała do wypiekania żytniego chleba, smażenie naleśników i wypiekania drożdżowego ciasta. Jak co roku opadają liście, a w szafie pojawiają się zimowe ubrania, chyba jutro odszukam czapki i szczególnie rękawiczki, by moje wiecznie zimne ręce nie stawały się sine przy każdej okazji spaceru. 
Przyznam się do czegoś :) Czasami w moim sercu rośnie potrzeba lekkiej egzaltacji i mimo ogólnej niechęci do telewizji i braku odbiornika w moim domu, wyszukuję jakąś audycji programu "mam talent" i oddaje się celebrowaniu jakiegoś talentu i chwili sławy, chwili wielkiej radości i wzruszeń. Dzisiaj jednak to nie zadziałało jak zwykle... do moich uszu dobiegły piękne piosenki "Idź swoją drogą" Raz, Dwa, Trzy i "My way" Andrzeja Poniedzielskiego, a do tego dwa filmy dokumentalne "Pokolenie pieniądza" i "Big in Japan". Prócz tego, że polecam do słuchania i oglądania to... przyszła refleksja innego rodzaju...
Jak tam u Was? Jaki okres w waszym życiu? Czy wiosennie, czy Wy młodzi wkraczacie w życie? Czy dzieci już podrastają i z dnia na dzień zyskują na samodzielności i czekacie, kiedy Was przerosną i myślicie, że lato w pełni, ale zieleń już przekwita? A może jesień życia: liście spadają, dzieci kochają Was znów mocno, a może szukają swoich dróg, a Wy wiecie o życiu znaczniej więcej niż kiedyś? A może zima? Szybka i niespodziewana, zmroziła wszystko, a może mimo zimy, Wy nie przemijacie? 
Żyjemy w czasach, gdy tyle osób dąży do sławy, do bycia, do istnienia realnego lub nie. Poznaję w swoim życiu wyjątkowo utalentowanych ludzi, tych wybitnych nie jest mnóstwo ale są, zdarzają się: artyści, którzy porywają nasze dusze, koją lub pobudzają odległe zakątki naszych wnętrz, wybitnie inteligentni, za którymi procesami myślowymi ciężko nadążyć. Tyle jednak wokół nas "gwiazd"... Czasami "gwiazd jednego dnia", jednego miesiąca, jednego odcinka... Ale ja chciałam dzisiaj powiedzieć Wam o moich bohaterach...którzy budzą się rano by tworzyć po prostu zwykłe dni... 
Mówię o Tobie, gdy wstajesz rano i zarządzasz najlepiej jak potrafisz swoją firmą, z poszanowaniem drugiego człowieka, tworząc przyjazne i dobre miejsce pracy, do którego po prostu chce się przychodzić. 
Mówię o Tobie, który przemieszasz setki, tysiące kilometrów, szukając sensu, a sensem jest wykonanie dobrze swojej pracy, pozostawienie za sobą uczucia dobrze wykonanej pracy, szacunku wobec drugiego człowieka, a w sercu przyświeca Ci utrzymanie rodziny. 
Mówię o Tobie Mamo Na Pełen Etat albo na Dwa Etaty... Ta która wstaje w nocy albo nie, ta która postanowiła dać swój czas w tym pierwszym etapie życia swoich pociech, mówię też o Tobie, która dzieli swój krótki dzień i na prace i na miłość do swoich dzieci. Mówię o tych, co karmiły i nie karmiły piersią, o tych co mają lub nie mają "pani do sprzątania", o tych, które usunęły lub nigdy nie usunęły ciąży, o tych, które mają lub nie mają męża, mówię o Wszystkich Was Mamy... Mówię o Waszych codziennych staraniach, by być "wystarczająco dobrą Mamą".
Mówię o Tobie Tato, który czasami nie widzisz swoich dzieciaków, by zarobić na dom, szkołę i wakacje, gdy z pełną radością będziesz do późnych godzin rozpalał z dzieciakami ognisko, biegał po plaży i śmiał się głośno i radośnie. Mówię o Tobie Tato, który robisz wszystko, by jednak odebrać dzieci wcześniej z przedszkola lub szkoły, o Tobie, który chcesz uchronić swoje dzieciaki ale też wypuścić ich w świat zahartowanych.  
Mówię o Tobie, który siedzisz za biurkiem po to by tysiące ludzie mieli na czas pensje, albo by moje konto bankowe nagle nie zostało opróżnione przez głupi błąd systemu. 
Mówię o Tobie, gdy przed Tobą dzień sprzątania czyjegoś domu, a po pracy podobna praca u siebie lub nie. 
Mówię o Tobie, który pracujesz tysiące kilometrów od swojej rodziny bo takie znaleźliście rozwiązanie na ten czas swojego życia. 
Mówię o Tobie, który wstajesz i zastanawiasz się, czy dzisiaj będziesz miał ratować czyjeś życie. 
Mówię o Tobie, który każdego dnia budujesz przyszłość krajów i świata, tworząc codzienność młodego pokolenia. 
Mówię o Tobie, który zostałeś blisko swojej "małej ojczyzny" i budujesz ją dając tyle dobrego, ile mieści Twoje serca, mówię też o Tobie, który wyjechałeś daleko lub blisko od swojego kraju w poszukiwaniu nowych doświadczeń, z chęcią dania siebie innym, siebie trochę innego ale pracowitego i otwartego. 
Mówię o Tobie, który po prostu chce zrobić coś dla innych i potrafi czerpać z tego radość, dać część siebie. 
Mówię o Tobie, który uciekłeś bo w Twoim kraju jest wojna i boisz się o swoją Rodzinę więc szukasz nowych dróg, mówię o Tobie, który zostałeś z nadzieją, że możesz coś zmienić. 
Mówię o Tobie, który po całym życiu pracy w końcu dotrwałeś do czasu odpoczynku i wykorzystujesz swoje życie nie bojąc się być szczęśliwym, korzystać z życia, z miłości, z bycia z drugim człowiekiem, ze śniadań w łóżku, z czasu na czytanie książek, z rozmawiania z wnukami przez telefon, który jest zawsze gotowy by pomóc swoim dzieciakom.
Mówię o Tobie, który odkrywasz miłość po raz pierwszy, drugi, trzeci lub czwarty i to odkrywanie i bycie z drugim człowiekiem uskrzydla Cię i sprawia, że jesteś szczęśliwy. Mówię o Tobie, który nie boi się miłości. 
Mówię o Tobie, który każdego dnia mówisz mi "dzień dobry" i każdego dnia podejmujesz wyzwanie, by poznać coś nowego, by iść dalej, uczyć się nowych rzeczy, uczyć się być z innymi, uczyć się być sobą...
Mówię o Was... Czasami tak zmęczeni, że zapominamy, że życie jest tutaj... na wyciągnięcie ręki... Że spadające liście szalejące na ulicy, mogą urządzić nam piękny taniec. Że uśmiech w sklepie w gonitwie koszyków zakupowych może być tak ciepły. Że ciepłe słowo, drobny gest podziękowania za ustąpienie pierwszeństwa może kogoś nastroić dobrymi myślami. Że w lesie blisko domu możecie zobaczyć zające i wiewiórki. Że smak upieczonego chleba w domu i jego zapach działa kojąco na wszystkie zmysły. Że upieczone ciasto poprawia humor, a jak nie mamy siły to kupione też:) Że iskry ognia działają uspokajająco. Że wokół nas są Bohaterowie Codziennych Dni... A jesteście nim Wy... Moi... Bohaterowie Dnia Codziennego...  Tak...utwory muzyczne, poezja, książki inspirują mnie do wielu wyzwań, poszukiwań, poznawania siebie i świata ale niezmiennie i niezaprzeczalnie to Wy jesteście siłą, którą napędza mnie najbardziej...  MOI BOHATEROWIE DNIA CODZIENNEGO... Dziękuje












wtorek, 25 czerwca 2019

6 LAT

 Minęło sześć lat od kiedy przyjechałam do Francji:) Nastało ciepłe lato, ostatnio rozmawiając z moją Mamą cofnęłam się wstecz i przypomniałam sobie, gdy siedziałam w samolocie z moją półtora roczną Basią i 4 letnim Stasiem. Pamiętam jak myślałam o tym, co nas czeka w tym kraju, dokąd zmierzamy, co się wydarzy. Chyba zdecydowanie nie spodziewałam się tego, że... że dotrę do miejsca w moim rozwoju zawodowym, który dostarczy mi takiego ogromu radości i satysfakcji, gdzie poznam tak wartościowych i dobrych ludzi... że moje dzieci będą miały okazje stać się w pełni dwujęzyczne i że będą miały szansę doświadczyć na własnej skórze bycia w szkole montessori... że zamieszkamy we własnym domu z malutkim ogródkiem... że w naszym domu pojawi się kot- Mirlitone... że zawiodę się na ludziach, którzy byli mi tak bliscy po przyjeździe do Francji... że nauczę się, że trzeba z człowiekiem zjeść "beczkę soli" by poczuć, że mu ufasz...że tak wiele nauczę się od życia i tak wiele wyniosę także z tych trudnych chwil... że pokocham mojego męża jeszcze bardziej i mocniej... że w końcu zacznę ćwiczyć jogę... że moje błędy zacznę traktować jako lekcje, a nie porażki... że będę miała szansę towarzyszyć tak wielu wspaniałym dzieciom w ich rozwoju... że zrezygnuje z nauczania w języku polskim, by więcej być a nie mieć... że otworzę dzisiaj szampana bo Marine powiedziała, że "la vie c'est une fête"  - życie to święto i należy z niego korzystać regularnie... że odnajdę prawdziwych przyjaciół różnych narodowości... że wbije sobie nóż w rękę wyciągając pestkę z avocado... że nie będę budzić się codziennie rano zadając sobie pytanie po co idę pracy, bo to wyda mi się ewidentne chociaż dzień wypłaty już znacznie mniej... że moja B. siedziała ostatnio na sofie obok mnie mówiąc mi o swoich planach na przyszłość, a ja ją zapytałam, co by zrobiła na moim miejscu bo lubię swoją pracę ale nie zarabiam tyle ile powinnam, na co moja już duża B. odpowiedziała, że "mam odpowiedź w sercu, że przecież kocham to co robię i dzieci, które spotykam każdego dnia"... że nasz już 10 letni S. będzie "połykał" dziesiątki książek i przygotowywał nam kolacje... że czasami będę płakać z bezsilności... że będę tęsknić tak bardzo za dotykiem bliskich osób z Polski... że spotykać się będę na wakacje z przyjaciółmi niewidzianymi od lat i będę się czuła, jakbyśmy rozmawiali wczoraj... że tyle osób odejdzie w niebyt, w śmierć... że każda wizyta w planetarium w Paryżu będzie dla mnie jak medytacja i odnalezienie połączenia z wszechświatem...że moja M. stanie się mamą 3 cudownych córek... że wśród bliskich znajdą się bliscy, którzy po wakacjach z nami staną się rodziną 6 osobową...  że dowiem się, iż trzeba przycinać bez po jego kwitnieniu i że mimo słabym warunków urośnie w naszym ogrodzie trawa... że w lesie tuż obok nas jest wiele jelonków rogaczów... że będę miała cudowną kuchnię... że oczy mojej "małej, dużej B" będą czymś w co będę wpatrywać się regularnie z miłością...  Że postanowię dzisiaj, że powrócę do Francji po mojemu... Jak do czegoś za czym tęskniłam, czego trochę mi brakowało. REBONJOUR!!!! :) Francja po mojemu:)

poniedziałek, 25 września 2017

4 lata i wielkie zmiany

Wiele się wydarzyło przez ostatnie miesiące mojego milczenia... stresy i konflikt wartości, który spowodował moją decyzję  o zmianie pracy. Gdy już naprawdę nie wiedziałam co robić przywołam w sercu Te Ważne Kobiety, które towarzyszyły mi w życiu na różnych etapach i które po prostu odeszły i stały się znów częścią wszechświata... Gdy bezsilność i niewiedza, co dalej robić, przybrała moc zbyt dużą, ich obecność okazała się nieoceniona. Dzień później podjęłam decyzje o rozesłaniu dwóch CV i dwa dni później odnalazłam nowe miejsce pracy, co dało mi możliwość wycofania się z sytuacji, w której nie chciałam już tkwić. Zawalczyłam o siebie, o wartości, które są dla mnie ważne zawodowo i prywatnie, zawalczyłam o siebie... Czeka mnie teraz budowanie na nowo zaufania u dzieci i rodziców. Jestem pełna nadziei i liczę, czuje, chcę by okazało się to miejsce pracy moich marzeń. Nauczona  kilkoma doświadczeniami, niekoniecznie łatwymi, podchodzę do niektórych spraw nieufnie ale wierzę, że będzie dobrze. 
Za mną też pożegnanie: z wspaniałymi koleżankami z pracy, które podjęły tą samą decyzje i zdecydowały się odejść, z dziećmi, z którymi nawiązałam po prostu ważną relacje... Moja pierwsza klasa... Pierwsze rzeczy, które udały się wspaniale i pierwsze rzeczy, które się nie udały... Nie żałuje niczego bo były to piękne dwa lata... Obserwowania jak dojrzewają, jak rosną, jak uczą się, jak z radością odkrywają świat, to było towarzyszenie im, w różnych chwilach, różnych momentach. Nie żałuje bo poznałam także pierwszą, niezwykłą Francuzkę, z którą się zaprzyjaźniłam i z którą nawiązałam prawdziwą relację.  Do tego była najwspanialszą, jaką mogliśmy wymarzyć nauczycielką dla naszego Syna... Warto było. To wszystko było dobrą lekcją... Trudną ale wartościową. 
Nowa praca to też nowa grupa wiekowa dzieci, nowe doświadczenie, obcieranie rano kapiących łez po policzkach u najmłodszych, to pierwsze poznawanie dźwięków, to budowanie zaufania, poznawanie, pokazywanie świata inaczej. Dzieci fajne, a w sercu spokój i sporo radości...

Basia rozpoczęła swoją przygodę ze szkołą i jako moja niespełna sześciolatka stała się częścią klasy dzieci od 6 do 12 lat. Jej pierwszy dzień był i moim pierwszym spotkaniem z moimi uczniami i pierwszym dniem Stasia w nowej szkole... Oddałam ich w wspaniałe i dobre ręce ale z moich oczu popłynęło kilka łez... Jak to możliwe, że nasza "mała" Basia stałą się tak dużą, mądrą dziewczyną, która czyta w dwóch językach, która po prostu odnajduje się w świecie, różnych środowiskach, różnych miejscach. Staszek to prawdziwy, wielki chłopak. Zastanawiam się, kiedy dorówna nam wzrostem, bo rozmiarem nogi już niewiele mu brakuje do pana T. więc już za chwilę może zacząć podbierać mu skarpetki:) Nauczył się pływać, jego nos tkwi ciągle w komiksach i szkoła bardzo mu się podoba. W moim sercu spokój bo czuję, że ta szkoła daje im to czego naprawdę dla nich pragnę.

Wakacje minęły także wspaniale, długo i intensywnie i pięknie w moich ukochanych Bieszczadach, w zatopieniu w łąki Połonin, w zatopieniu w ciepłej wodzie Soliny, w spacerach, bliskości wspaniałych ludzi, z kilkoma niesamowitymi książkami.

Nadchodzi czas podjęcia poważnych decyzji i obawa przed ryzykiem jest duża ale i pokusa by w końcu zaryzykować także spora. Pozostaje więc wierzyć nadal, że wędrujemy w dobrym kierunku... W moim sercu staram się zachować równowagę, która daje mi poczucie spełnionego życia, w którym jestem szczęśliwa. Ponad wszystko kocham swoją rodzinę i po prostu prawdziwie lubię swoją pracę.








poniedziałek, 24 kwietnia 2017

Świat jest Twój...

Wiem, że nie zależnie gdzie będę, wszędzie będą troski i problemy, a jednocześnie będą piękne i szczęśliwe chwile. To nie miejsce, to nie kraj, to poczucie adaptacji i szczęście, które wozisz ze sobą w plecaku. Nie mniej jednak przyjazd do Polski na kilka dni, szybkie ale przemiłe spotkania z bliskimi, sprawiają, że czuje się wspaniale. Ta atmosfera kilku dni dla siebie, poznanie dwóch wspaniałych Okruszków, na które czekaliśmy z taką nadzieją i radością, sprawia, że mam ochotę tam wracać i wracać. Zapewne jeśli zamieszkam w Polsce z tymi samymi emocjami będę odwiedzać Saint Germain En Laye i bliskich tutaj. Posiadanie kilku miejsc  na świecie, gdzie można czuć się dobrze, gdzie jest do kogo i czego przyjeżdżać, jest fajne. 
Czas sprawia także, że staje się większą racjonalistką i... tak tak idealizmu i optymizmu nie pozbywam się ale te cechy są nieco oszlifowane przez wszelkie doświadczenia, które za mną. To piękne, że doświadczenia życiowego po prostu się nabiera i nic tego nie przyspieszy, nie zmieni... Pracujemy za dużo, za mało rozmawiamy ze starszymi ludźmi... To oni powinni być naszymi mentorami, przewodnikami, to oni powinni stać i złapać za rękę, gdy to konieczne... Za dużo pracuje i ja, nie wiem co z tym zrobić i jak wymiksować się z tego, co nie do końca mi odpowiada. A może to jest tak, że po prostu trzeba wziąć głęboki wdech i czasami zacisnąć zęby i iść dalej do przodu, czasami pod prąd... Możliwe najbliżej i najmocniej siebie, nie wyrzekając się swoich wartości: żyć, pracować, kolaborować z innymi... To wcale nie jest łatwe do jasnej cholery... To wcale nie jest cholera łatwe żyć w zgodzie z tym, w co się wierzy... To cholera nie jest łatwe gdy zmęczenie wylewa się z Ciebie uszami... Dobrze w tych chwilach być z NIMI: z panem T., ze Staszkiem, z Baśką... Dobrze mieć motywacje, że życie toczy się także z Nimi.
We wtorek wróciłam do pracy, która stała się dużym wyzwaniem filozoficznym w zetknięciu z oczekiwaniami wszystkich wokół i jednocześnie Dzieciakami, których dobro było dla mnie zawsze najistotniejsze. Mam w głowie istny mętlik: filozofię i pedagogikę Marii, której książki studiowałam i studiuje z taką pasją i zawziętością, żyję też 100 lat po tym jak Maria stworzyła swoją pedagogikę naukową i żyję też w czasach gdy badania neurologiczne potwierdziły całkowicie jej obserwacje i jej badania, a jednak ciągle tak trudno zaufać dzieciakom, uwierzyć, że one chcą i będą się uczyć, że nie trzeba ich zmuszać, "ciągnąć za uszy"... Cóż edukacja prywatna funkcjonuje też w krajach, w systemach, gdzie program realizowany być musi, gdzie każdy obciążony jest taką a nie inną historią edukacyjną, gdzie rodzice płacą za szkołę... Zetknięcie z ideałami... paf...
Nie tracę jednak optymizmu :) Nawet gdy nie wszystko jest tak jak bym sobie wymarzyłam. Podróżujemy z dzieciakami: te ciągłe wypady wakacyjne i weekendowe, odkrywanie coraz to nowych wybrzeży Bretanii, smakowanie coraz to nowszych potraw, smakowanie win, rozmawianie z ludźmi, poznawanie tego, co nowe pachnące czymś nieznanym sprawia, że żyć nieustannie mi się chce i nieustannie czerpie  z tych spotkań z ludźmi, wiedzą, książkami, miejscami, trudnościami  - prawdziwą radość życia. Gdy trzeba przeklnę pod nosem, przytulę siebie samą, utonę w dobrym spojrzeniu w swoim kierunku i dalej do przodu...
Napisałam 5 marzeń i planów na najbliższe lata skoro Wielkanoc to czas przemiany, tak głębokiej i niepojętej, jak niejedna rzecz we wszechświecie, to i marzyć należy i nie bać się zmiany.
Myślę dzisiaj nad tym, kim będę gdy po 10 latach albo 15 wrócę do Polski? Bo jestem dzisiaj częścią serca bardzo związana z Francją i tym fantastycznie stukniętym językiem, piękną kulturą i wszystkim, czym są i Oni (Naród, Kraj który mnie gości i który nigdy nie dał mi odczuć, że bycie obcokrajowcem jest czymś gorszym). Moje serce należy też do Polski, którą kocham mocno i uwielbiam ale ta możliwość obcowania z wielokulturowością jest wyjątkowo ubogacająca.
Popołudniami śpiewam moim dzieciakom, że "Świat jest Twój..." i ta perspektywa, że pewnego dnia po prostu moje ciało rozpadnie się na mikroskopijne atomy i po prostu stanie się znów częścią tego, co powstanie, sprawia, że czuje harmonię.
Przyjacielu "Świat jest twój"...      

wtorek, 21 lutego 2017

10 x ważne sprawy :)

Upływanie czasu i jego odczuwanie stało się pewną codziennością i wywołuje sporo dobrych uczuć, bo pokazuje jak ważne jest tu i teraz, korzystanie z każdej chwili, każdego momentu naszego życia. Dzisiaj Nasza Wspaniała Przyjacielska Fotografka wysłała mi trochę odkopanych przez siebie zdjęć, które wywołały u mnie ogrom uśmiechu i rozczulenia. Kilka tygodni temu zaliczyłam wizytę w szpitalu, ba nawet zostałam zabrana przez strażaków, którzy świadczą tu usługi transportu do szpitala w razie wypadku itd. To było krótkie przypomnienie, chwila zatrzymania, by po raz kolejny uzmysłowić sobie, co jest w życiu najważniejsze... 11 godzin na ostrym dyżurze i obserwowanie szczególnie samotności, starości... to dało mi wiele do myślenia, wyciszenia. Nagle znalazłam 11 godzin, gdy mogłam spokojnie pomyśleć, wejść w siebie, otulić siebie, wsłuchać się w siebie. Od tych dni próbuje słuchać bardziej i bardziej nawet gdy nie wiem, jak i czy w ogóle coś zmieniać. 
Zdrowie... najcenniejszy dar... 
Miłość... Budzenie się i zasypanie przy panu T. (prawie 17 lat znajomości)... Kocham go jak nigdy... (mam nadzieje, że nie poczuje się urażony tym publicznym wyznaniem ;) Czuje, że to fajne, że po tym czasie możemy kochać swoje dłonie, dotyk, usta, znać się tak dobrze, lubić być razem. 
Mama i Tata... To wspaniale mieć ponad 30 lat i mieć Rodziców, z którymi zawsze można porozmawiać, zawsze zadzwonić, na których można liczyć, których się kocha i z którymi lubi się spędzać czas i którzy są tak fajnymi dziadkami dla moich dzieciaków. 
Przyjaźń... Piękny dar... Towarzyszenia sobie, w tak różnych momentach. Nawet gdy jesteśmy daleko te rozmowy przez telefon, które wywołują ciepło serca... 
Nowe Życie... Wspaniale witać Nowo Narodzone Dzieci tych Bliskich, Najbliższych... Dlatego witam Was moje Drogie Małe Kruszyny, na które czekaliśmy z tak ogromnym utęsknieniem... 
Narty... Sport dla nas: dla naszej rodziny i dla każdego z nas z osobna. Wspaniały wypad, który dodał nam sił i uzmysłowił, jak bardzo lubimy robić coś razem. 
Ręce... Dwie dłonie i dziesięć palców i cuda które możesz z nimi robić... Malować, prasować, gotować, lepić, szyć, haftować, dotykać, głaskać, podpierać się, jeść... Dłonie są bardzo ukochaną częścią mojego ciała... 
Dzieci Moje... Jestem kim jestem bo będąc z Wami nauczyłam się żyć inaczej, przewartościowałam wiele spraw... Wasze uśmiechy są bezcenne i chociaż się boję, cieszę się na Wasze dorastanie :) 
Spotkania... Moje życie to spotkania czyli i ludzie. Spotkania z dziećmi, z którymi pracuje z ich rodzicami, z różnymi ludźmi. Oj zdarzyło mi się je zawalić na całej linii ale generalnie spotkania są ważne, wartościowe  i piękne... Więc nawet gdy jest mi cholernie trudno w pracy to warto... warto...

I na koniec Książki i cytat z wspaniałej książki dla dzieciaków "Gofrowe serce"

" - Dziadziu, ja tak strasznie tęsknie - powiedziałem w końcu i znów się rozpłakałem. 
Wtedy dziadziuś spojrzał na mnie z powagą i powiedział, że tęsknota za ludźmi to najpiękniejsze ze wszystkich smutnych uczuć. 
- Rozumiesz, Kręciołeczku, jeśli komuś jest smutno, bo tęskni za jakimś człowiekiem, to znaczy, że tego człowieka kocha. A kochać to najpiękniejsze, co może być. Tych za którymi tęsknimy, mamy w sobie..."

Dziś i Tęsknota nabierze innego wymiaru i kilka nostalgicznych zdjęć z podziękowaniem dla Ewki Konewki :) 





wtorek, 3 stycznia 2017

między Polską a Francją

Około cztery lata temu oglądnęłam znaleziony w internecie reportaż o ludziach, którzy z różnych przyczyn zdecydowali się na długofalowy wyjazd za granicę. Obrali oni różne kierunki, różne kraje, różne były też ich historie i motywacje. Pamiętam jednak pewną kobietę, która już kilkanaście lat żyje we Francji i która powiedziała, że wyjeżdżając i przebywając dłuższy czas po za granicami kraju stajesz się częściowo "bezdomny". Będąc w jej przypadku (we Francji) nie jesteś ani w swoim domu ani nie jesteś integralną częścią tego społeczeństwa, a nowe doświadczenia które Cię zbudowały sprawiają, że wracając też nie jesteś już do końca u siebie. Doskonale wiem, co czuje ta kobieta i doskonale wpisuje się to w moje odczucia ale zmieniłabym z chęcią to pojęcie "bezdomności" na coś zupełnie odmiennego. 
Powrót po cudownych dwóch tygodniach w Polsce, przepełnionych spotkaniami z Bliskimi i przepełnionych cudownymi rozmowami, spotkaniami, kolacjami, wymianami zdań, przytuleniami, był straszliwie trudny. Nie obyło się bez kilku łez, które spływały po policzkach, gdy opuszczałam ostatni przystanek w Polsce tj. Wrocław. Całą drogę czytałam dzieciakom książki i spałam. Coś w środku mnie zadawało jak zwykle te same pytania, dlaczego jestem tam, dlaczego nie w Polsce, co by było gdybym w tej Polsce była, co by się zmieniło. Całość potęguje zgłębianie się w niektóre tematy historyczne i obserwacji historii, która się dzieje na naszych oczach. Dzisiaj obudziłam się rano, pojechaliśmy: dzieci do szkół, ja do pracy, przypomniałam sobie na nowo jak lubię pracować i jak lubię Dzieci, z którymi pracuję i... Chyba po prostu akceptuje to, że jestem na tej granicy pomiędzy: pomiędzy jednym, a drugim krajem, że są rzeczy które kocham w Polsce, są rzeczy, które kocham we Francji, są rzeczy których nie lubię w jednym i drugim kraju bo nie ma miejsc idealnych, bo nie ma idylli, jak w "Dzieciach z Bullerbyn" bo wieś z moich wspomnień, jako dziecka, nie jest już tym samym miejscem, bo nie wróci tamten czas, bo nic nie cofnie czasu. Ba ja nawet tego nie chce. 
Bycie tutaj otworzyło mi drogę i umysł, pozwoliło inaczej obserwować świat i to, co dzieje się wokół, stałam się zupełnie inaczej tolerancyjna, wszystko w mojej głowie nabrało innego wyrazu, zobaczyłam i doświadczyłam czegoś "innego" i to ubogaca. Nie zależnie od tego, jak bardzo naród francuski jest zamknięty na inne narodowości to mam szansę pracować w miejscu, w którym nigdy nie czułam się traktowana inaczej ze względu na pochodzenie, akcent itp. Moja inna narodowość jest raczej powodem do ciekawych dyskusji niż do wytykania palcami. Pominę urzędy:) typu kasa chorych :) Ale i do tego nabrałam dystansu. 
Brak mi Bliskich, bo wiem, że to relacje są dla mnie najistotniejsze i wiem, że zostawiłam w Polsce kilkunastolenie znajomości, brak Rodziny jest też trudny ale wiem też, że spotkania teraz są intensywniejsze, pełne i radosne, wiem, że będąc w Polsce też pracowałabym (jeszcze więcej niż tutaj) i nie zawsze spotykalibyśmy się tak często jak wyobrażam sobie w wizji idealnej. Większość z relacji została i jest i będzie i tego nikt nie zmieni. Może nie mogę być ciocią internetową ale mogę być tą która dwa razy do roku przyjeżdża z otwartym sercem i miłością. 
Jestem po prostu tutaj, jesteśmy i to jest dobry wybór dla nas i dla naszej Rodziny na ten czas naszego życia. Było mi smutno opuszczać Bliskich... Ale uwierzcie mi, że tych Świąt nigdy nie zapomnę, tych spotkań, tych Domów, stołów, kolacji, ciast, pierników, prezentów, uśmiechów, uścisków i przytuleń, dobrych słów, dobrych emocji, wzruszeń, pocałunków, spojrzeń, zapachów i radości... Chyba dawno tak w pełni nie spędziłam czasu z Wszystkimi Bliskimi. To było wzruszające być zapraszanym do wszystkich domów i być goszczonym z taką przyjaźnią i miłością... Jestem bardzo szczęśliwa, że mam szansę pokazać Basi i Stasiowi, jak ważne są relacje z Bliskimi. Ich radość była także ogromna. 
Powrót okazał się naturalny, po prostu wróciliśmy do domu. Wyjeżdżając do Polski także wyjeżdżaliśmy do domu. Nie jesteśmy bezdomni, mamy już dwa kraje, które są naszym domem.  

środa, 26 października 2016

Nowy czas naszego życia i wakacje:)

Życie nabrało zadziwiającego tempa. Dzień się zaczyna i dzień się kończy, co nie zmienia faktu, że każda jego chwila jest wykorzystana. Bywają momenty gdy ogarnia mnie uczucie braku snu lub siły ale ale... Ale to tylko etap w życiu. Bywają momenty gdy nie pracuje dokładnie tak jakbym tego sobie życzyła i chciała, ale ale wiem, że to etap w życiu, że refleksja nad swoją pracą, swoimi reakcjami, metodyką, każdym detalem mojej pracy jest normalna i konieczna i że to tak buduje swoje doświadczenie, że błądząc także odnajduje drogi, przedeptuje ścieżki, obserwuje, co dzieje się wokół. To po prostu etap konieczny i oby refleksji nie zabrakło mi nigdy.
Dzieci zaczęły nowy etap edukacji w swoim życiu: Basia chodzi do przedszkola montessori, a Stasio do szkoły, w której pracuje i ja. Myślę, że i w przypadku jednego i drugiego wszystko przebiega dobrze i są niezwykle zadowoleni z tego innego stylu pracy, z możliwości wyjścia do toalety bez pytania o zdanie, z możliwości napicia się wody, gdy jest się spragnionym ale przede wszystkim z tego, że szkoła stała się miejscem, gdzie po prostu mogą pracować i uczyć się w swoim tempie, w zgodzie ze sobą i bez toksycznych i opresyjnych działań nauczyciela. Basia przynosi z przedszkola piękne przemyślenia "marzyłam całe życie o takiej szkole i takiej nauczycielce" albo "nie trzeba się zmuszać do niczego, trzeba siebie słuchać" albo Stasio "Dzisiaj Hélène zaproponowała mi, bym nauczył się wszystkich brył geometrycznych"... Mimo bardzo późnych powrotów do domu, są mniej zmęczone niż w ubiegłym roku. Ja, jako mama, jestem prawdziwie szczęśliwa, że mamy szansę, by dać im coś innego, inne relacje z nauczycielem, inny sposób uczenia, inna szkoła, gdzie mogą zdecydowanie bardziej respektować potrzeby swojego ciała i duszy, gdzie mogą rozwijać się w kierunku obranym przez siebie ale przy mądrym kierowaniu przez nauczyciela. Mam szczerą nadzieję, że ich przygoda z filozofią i metodyką pracy montessori będzie trwała jak najdłużej. Sporo też we mnie pracy własnej by w sercu porzucić mój plan na moje dzieci, a zaufać, że zmierzają we właściwym kierunku, że odkryją wszystko, co jest im potrzebne do życia i szczęścia.
Jest we Francji coś jeszcze, czego porzucenie okazałoby się bardzo trudne:) Wakacje co 7 tygodni:) Fakt, że muszę niemało popracować w domu w te wakacje ale zawsze w komputerem pod pachą możemy wyjechać "gdzieś" na chwilę:) to podróżowanie i odkrywanie nowych miejsc stało się dla mnie motorem i siłą na cały rok. Tak właśnie korzystając z wakacji Wszystkich Świętych odwiedziliśmy Avignon z uroczym apartamentem gościnnym, który jest moim miejscem na ziemi by zaszyć się i odpocząć w uroczym otoczeniu przyrody i ciszy i spokoju, a także odwiedziliśmy równie urokliwe i bajkowe, już bardziej turystyczne Cassis. Myślę, że dzieci uczą się niezwykle wiele przez podróże: to lekcje geologii, geografii, biologii i życia razem wzięte. Poznawanie miejsc, odkrywanie natury, poznawanie ludzi, gatunków roślin, czas gdy możemy pobyć razem i czasem złoszcząc się na i siebie ale razem. Było cudownie. Jutro wyruszamy znów na kilka dni: kierunek Bretania :) Oceanie nie mogę nie widzieć Cię zbyt długo:) Francja jest wspaniałym krajem do okrywania tak odmiennych  miejsc i rejonów, och pięknie. Dodam trochę zdjęć :) I ucałuję Was serdeczne obiecując, że postaram się zaglądać tutaj częściej.

























czwartek, 16 czerwca 2016

w podziękowaniu za każdy dzień nawet deszczowy

16 czerwiec: od 10 miesięcy nie ubrałam sukienki ani krótkich spodni, temperatura nie przekracza obecnie 17 stopni. Nieustannie pada, niebo jest szare, a brak słońca jeszcze nigdy mi tak nie dokuczał. Paryż zalicza jakąś czarną serię zdarzeń i nastroje w stolicy są średnie. Wiosna nabrała szarości... Dosłownie za kilka dni mijają 3 lata nasze pobytu we Francji. Basia dwa razy więcej swojego życia spędziła tutaj niż w Polsce. Tęsknota bywa ta sama: ale tęsknie za Ludźmi, za Bliskimi, za czasem, który moglibyśmy spędzać razem, za spotkaniami, za spojrzeniem, za rozmowami, za teatrem i kinem polskim, za imprezami, które uwielbiam. To jest moja Polska, nie tęsknie za tą jej częścią, przed którą  miałam ochotę uciec. Myślę, że w każdym miejscu na świecie odnajdziemy coś co uwielbiamy, a coś czego nie lubimy. Tutaj żyje się jakoś tak bardziej spokojnie, sąsiad nasz, który robił imprezy, przeginał ze słuchaniem głośno muzyki dostał upomnienie od administratora nieruchomości i od razu się uspokoił. W Polsce sąsiadki prostytutki, które robiły imprezy nie z tej ziemi mimo wezwań policji nie uspokoiły się nigdy i nawet z mieszkania, które wynajmowały nie udało się ich wyrzucić przez dwa lata. Może to kwestia przypadku. Nie ważne.
Czas mija, jesteśmy tutaj szczęśliwi. Pracuje i  mierzę się z edukowaniem w języku, który nie jest moim językiem ojczystym, bywają i frustracje ale wszystko biegnie do przodu.
Dzieciaki rosną, stają się coraz bardziej samodzielne, myślę, że są dwujęzyczne, mają ładny akcent, Staś nauczył się przez ten roku mnóstwo rzeczy, Basia chyba trochę mniej skorzystała z przedszkola. Następny rok będzie inny. Moja praca daje mi szansę podarowania moim dzieciakom innej edukacji: Basia trafi do przedszkola Montessori, a Stasio do szkoły Monstessori, czy odnajdą się w tej zupełnie innej filozofii? Czy odnajdą się w autonomii i wolności, którą oferuje szkoła? Mam nadzieję, że będzie to dla nich dobre doświadczenie.

Ale jest coś po za tym wszystkim. Jesteśmy po prostu szczęśliwi. Codzienne troski, wątpliwości, co, gdzie, kiedy, jak... to nie ma znaczenia bo jesteśmy zdrowi, z dachem nad głową, pełną lodówką, miłością, przyjaźnią, uśmiechem... Ta ciepła dłoń w nocy i ramiona, do których można się przytulić. Dwie małe ale już większe stopy, które dotykają mnie rano, ciepłe ramiona dzieciaków i słowa Basi "będę Cię zawsze kochać"...

Wakacje wkrótce. Dwa ostatnie miesiące: to urodziny Stasia, zawody w judo, rocznica ślubu, wycieczki, nowe miejsca, radości i smutki, wiadomości, które mrożą serce, wiadomości, które radują serce... Życie... Ludzie, którzy nie powrócą, którzy odeszli zbyt szybko..."Spieszmy się kochać ludzi, tak szybko odchodzą...".