Pan T. zaznaczył, że nie podobał mu się mój ostatni post :) Domyślam się, że nie powiało optymizmem, a raczej realizmem, który niekoniecznie jest integralną częścią mojej osobowości, a jednak zdarza się, że przemawia przeze mnie. Postanawiam więc kilka radosnych wieści wkleić do życia mojego bloga: po pierwsze dzieci wspaniale zastartowały w przedszkolu. Basia uwielbia spanie w przedszkolu chociaż od półtora roku nigdy tego nie robiła w domu, Stasio jest szczęśliwy ze spotkania i zabaw z kolegami i koleżankami, bardzo polubił nową panią. To, co zobaczyłam gdy przyszedł do przedszkola 2 września było tak wzruszające, był tak zachwycony i... wszyscy mówimy, że Basia jest dzielna ( i zgadzam się z tym) ale powiem Wam szczerze, nasz syn jest MEGA dzielny. Utorował swojej siostrze drogę i przetrwał ten niezwykle trudny, stresujący i ciężki rok, a do tego powrócił do przedszkola, do nowych warunków z radością i otwartym sercem i głową. Basia natomiast uroniła drobną łezkę ale co popołudnie odbieram ją radosną, uśmiechniętą, ani trochę nie narzekającą na to, że nie rozumie. Pani mówi, że jako przedszkolak jest świetna, absolutnie samodzielna i szczęśliwa:) Oby ta tendencja trwała nadal bo o tyle łatwiej będzie mi podjąć wyzwanie studiów wiedząc, że są zadowoleni. Gdy wracają do domu z radością i czułością bawią się ze sobą, a ja cieszę się, że mają siebie nawzajem.
Ja powoli przygotowuje się do roku na studiach, do mojej weekendowej pracy i czuje jak po tym roku zrobiło się znajomo i radośnie przed bramą szkoły: zaprzyjaźniam się, poznaje nowe koleżanki i jest mi z tym przyjemnie i czuję, że już naprawdę mam na kogo liczyć w okolicy. Cieszę i boję się studiów, upatruje w nich także gigantyczną szansę na podszlifowanie francuskiego bo bez ciągłego kontaktu z rodowitymi Francuzami nie ruszę z miejsca. Nasza codzienność jest przyjemna i radosna. Może po prostu trzeba żyć tym, co tutaj i teraz? Może nie powinnam szukać wśród innych potwierdzenia, że dam radę, a poszukać tego w sobie... Niech będzie to plan na najbliższe miesiące. Cieszę się z moim dzieci, mojego męża, z tego, że przyjeżdża moja Mama i mi pomoże. W tych radościach jednak nie czuje w sobie tego gigantycznego zapału i myślę, że to efekt stresu:) Cóż po 5 latach w domu pora ruszyć w świat i pora też wypuszczać maluchy spod swoich skrzydeł... Bywa emocjonująco więc...
środa, 3 września 2014
wtorek, 2 września 2014
"...i wakacji nadszedł kres, wszystko to w letnie dni..."
Po cudownych wakacjach, awarii internetu, ostatnim wolnym weekendzie pełnym zbierania warzyw i owoców na okolicznej farmie, po zapachu gotowanego kompotu i ciasta ze śliwkami zostają wspomnienia i bukiet zjawiskowych mieczyków na stole. Dzieci miały ostatni wolny dzień przed jutro rozpoczynającym się rokiem szkolnym. Basia idzie pierwszy raz do przedszkola, Stasio mam nadzieję będzie szczęśliwy z odnalezienia swoich kolegów i znajomych miejsc.
Życie biegnie do przodu... A ja od wielu dni nie potrafię sklecić jednego posta... Jest tyle do napisania, tona myśli przelewa się w mojej głowie tyle, że sama nie wiem, jak je opisać... O wakacjach tak ładnie napisała Matka Browar i tyle zdjęć zaprezentowała, że możecie i tam odnaleźć nas i dzieciaki moje.
Po wakacjach doświadczyłam ogromne trudnych uczuć związanych z powrotem do Francji. Chyba naprawdę od lat nie miałam tak kiepskiego nastroju. Chyba zadałam sobie ważne pytanie, czego ja chcę od życia w sensie prawdziwie całościowym. Oczywiście plan na ten rok jest do realizacji, budzi wiele strachu ale i radości, jest nam tutaj dobrze, szczęśliwie ale... Jak Wam ująć w słowa to, że ani w Polsce nie było jak u siebie, ani tutaj tak nie jest... Tak w Polsce nie pasuje mi trochę rzeczy, tak i tutaj nie jestem z wszystkiego zadowolona. Bardziej doświadczone znajome, które mieszkają tutaj już po 10 lat uspokajają, że to uczucie towarzyszy kilka lat, potem powoli zanika... Wszędzie znajdują się ludzie, których po prostu masz ochotę omijać szerokim łukiem i szkoda nawet pisać o nich jedno zdanie. Pytanie, czy wszędzie na świecie możesz odnaleźć bliskie sercu osoby... Co z tymi, którzy tak bliscy sercu i pozostawieni dość daleko...
Brak mi tutaj tego życia w zgodzie z cyklami natury. Pewnie dlatego tydzień pobytu w Polsce spędziłam nad garnkami robiąc dżemy, powidła i pakując smaki i zapachy cudownych polskich owoców, by móc je odnaleźć tutaj. Może potrzeba nam z panem T. ziścić nasze pragnienie małego domu z dala od wszystkiego ale blisko siebie i bliskich i sensu tego, co klaruje się w naszych duszach... Widzę jak Stasio odnajduje się także w tych samych nastrojach i pragnieniach. Co będzie? Tego nie wiemy więc niech nas los prowadzi,a nasze marzenia niech zaklinają rzeczywistość.
Na koniec wspomnienia z wakacji:) Oto nasza wspaniała ekipa, bez której wakacje nie byłyby tak cudowne i pełne beztroski. Dziękuje Wam SERDECZNIE!!!!!!!!!!!
I nasz anioł na ziemi... Jej radość życia nie pozwala nie śmiać się każdego dnia...
I nasz mądry bohater, kochający morze tak bardzo jak ja...
Subskrybuj:
Posty (Atom)





