Pan T. dzisiaj poszedł do pracy, do biura w Polsce. W nocy zebrało się jak zwykle na rozmowy, rozważania, przemyślenia... Odwiedziliśmy przyjaciół na "starym" osiedlu, Stasio z Basią byli pełni radości i zadowolenia, były uściski i radość ze spotkania. Gdy wyszliśmy z osiedla i Staś prosił bym mu pokazała, które okna były nasze, stanął w ciszy ze szklistymi oczami i powiedział "Jaka szkoda, że tutaj już nie mieszkamy" a po jego policzkach spłynęła łza. Nie było płaczu, spazmów ale przysięgam, że ta jedna łza spływająca po policzku mojego syna zostanie w mojej pamięci na długo... Przytuliłam Go mocno, a moje oczy także zrobiły się wilgotne...
W czwartek wylatujemy, ostatnie spotkania, mnóstwo refleksji... Do wszystkiego dochodzi nowa lektura pana T. "Patologia transformacji" (gorąco polecam wszystkim zainteresowanym naszą historią i faktami historycznymi związanymi z transformacją, którą przeżyliśmy jako dzieci i której konsekwencje odczuwane są do dziś)... Gdy słucham tego wszystkiego sączy się we mnie tak gigantyczny żal... Świdruje myśl, czy chce by dzieci tutaj żyły i utrzymywały ten chory system. Z drugiej strony na pewno mogło im się trafić gorzej: gdy oglądnęłam reportaż o tym, co dzieje się z Palestyńczykami w ich własnym kraju to włosy zjeżyły mi się na głowie, dochodzą też kraje skrajnej biedy bądź muzułmańskie, gdzie kobiety są traktowane gorzej niż zwierzęta. Chociaż pan T. mówi, że przecież zawsze dążymy do tego, by było naszym dzieciom lepiej.
Gdy jednak siedzimy przy stole w święta i jest tak ciepło i miło, gdy widzę radość ze spotkania z bliskimi, gdy patrzę na łzy w oczach babci, której dzieciaki machają gdy wyjeżdżają, zadaje sobie pytanie, co jest najważniejsze...
Dzisiaj cieszę się, że w czwartek wracamy do naszej codzienności, bo lubię tam być i jest mi tam dobrze. Oczywiście przez moment zaczęłam się bać, jak to sobie poradzę w dalszych planach zawodowych itd., jak i gdzie poniesie nas życie, co się wydarzy. Niesiona falą na nowo przypomniałam sobie, że warto działać i poddać się temu, co przyniesie los. Gdzieś w środku cieszę się na powrót, gdzieś także trochę tęsknoty za tym co tutaj.
Na wszelki wypadek sprawdzimy jeszcze dzisiaj datę i godzinę wylotu:) Mam też nadzieje, że nie przytrafi się nam już nic medycznie bo mieliśmy prawdziwego pecha z chorobami i dolegliwościami w Polsce. Tymczasem może czas pomyśleć o wakacjach;)
wtorek, 7 stycznia 2014
piątek, 3 stycznia 2014
coraz bliżej powrotu
Ostatni przystanek przed powrotem do Francji. W końcu mój własny, działający komputer otrzymany od mojego pana T. :* i dzięki temu możliwość napisania kilku słów. Och dzieje się bardzo wiele, "wypełniamy plan" spotkania z bliskimi. Dostrzegam jak trudno jest to ogarnąć gdy przyjeżdża się dwa razy do roku do kraju... Ale przysięgam Wam, że to cudowne uczucie gdy wszyscy gościcie nas z taką czułością, opiekuńczością... Dziękuje więc za wszystkie pachnące pościele, pokoje dla nas i naszych dzieci, za podarki, za upieczone ciasta, polskie śniadania i obiady, smaki, za którymi tak bardzo tęskniliśmy, za ciepłe ramiona, uśmiechy, telefony i całe Wasze wysiłki, by przyjąć naszą familię, by spędzić z nami trochę czasu. Oj i strasznie mi przykro, że nie uda się nam zrealizować wszystkich planów, odwiedzić wszystkich, których bardzo byśmy chcieli odwiedzić, liczę, że kolejny nasz przyjazd na wakacje da takie możliwości ale zostało jeszcze trochę czasu, by spotkać się w ciepłym gronie bliskich ludzi.
Cieszę się, że przywitaliśmy osobiście nowe narodzone maluszki: uroczą Zosię i naszego małego cypiska Stasia:) Oj Mama Browar ma prawdziwie bajkowego krasnoludka w domu:) Nie wspomnę o dużej Zosi, która oczarowała mnie swoim spokojem, pięknymi szeptami i wierszami:)
Pierwszy raz też miałam szansę na to, by spotkać się z ludźmi, którzy czytają mojego bloga. Trochę czasami robiłam się czerwona ale powoli próbuje to opanowywać chociaż nigdy nie uważałam się za wybitnie nieśmiałą;) Dziękuje za wszystkie miłe i ciepłe słowa:) Naprawdę bardzo dziękuje:)
Spotkało mnie jednak i dziwne zdarzenie, która na kilka chwil wprawiło mnie w dziwny nastrój. Generalnie po przemyśleniu dochodzę do wniosku, że świat na szczęście składa się z różnych grup ludzi, różnych cech charakteru, różnych temperamentów. Ja mam "przypadłość" polegającą na emocjonalności:) Jako dojrzewająca dziewczyna miałam problem z akceptacją tej części mojej osobowości ale dzisiaj uważam to za pewną stałą cechę i jestem świadoma, że jednego dnia widzę pewne rzeczy w różowym świetle a innego w szarym. Na początku traktowałam przedszkole Stasia z rezerwą i obawą, z czasem przekonuje się do tego systemu i dostrzegam jego plusy i zalety. Nie jestem stałym, ukształtowanym tworem, który nie zmienia zdania i nawet jeśli jestem wahliwa to nie sprawia mi to problemu. W kwestiach zasadniczych mam stałe poglądy i akceptuje siebie. Jednym słowem: blog jest mój i mogę być na nim, kim chce i uważam, że każdy ma prawo go czytać lub nie i tyle w temacie.
Czuje się bardzo wypoczęta psychicznie, czuje jak odpoczęłam od gotowania, sprzątania, wszelkich codziennych czynności i chociaż ciągle coś fizycznie mi w Polsce dolega, to cieszę się z tego głębokiego oddechu, ale cieszę się także na powrót do domu. Musimy dokupić nadbagaż:) I cicho liczę, że to wystarczy by zabrać się do Francji:) Następny przyjazd będzie samochodem:) Pozdrawiam ciepło moi drodzy:)
Cieszę się, że przywitaliśmy osobiście nowe narodzone maluszki: uroczą Zosię i naszego małego cypiska Stasia:) Oj Mama Browar ma prawdziwie bajkowego krasnoludka w domu:) Nie wspomnę o dużej Zosi, która oczarowała mnie swoim spokojem, pięknymi szeptami i wierszami:)
Pierwszy raz też miałam szansę na to, by spotkać się z ludźmi, którzy czytają mojego bloga. Trochę czasami robiłam się czerwona ale powoli próbuje to opanowywać chociaż nigdy nie uważałam się za wybitnie nieśmiałą;) Dziękuje za wszystkie miłe i ciepłe słowa:) Naprawdę bardzo dziękuje:)
Spotkało mnie jednak i dziwne zdarzenie, która na kilka chwil wprawiło mnie w dziwny nastrój. Generalnie po przemyśleniu dochodzę do wniosku, że świat na szczęście składa się z różnych grup ludzi, różnych cech charakteru, różnych temperamentów. Ja mam "przypadłość" polegającą na emocjonalności:) Jako dojrzewająca dziewczyna miałam problem z akceptacją tej części mojej osobowości ale dzisiaj uważam to za pewną stałą cechę i jestem świadoma, że jednego dnia widzę pewne rzeczy w różowym świetle a innego w szarym. Na początku traktowałam przedszkole Stasia z rezerwą i obawą, z czasem przekonuje się do tego systemu i dostrzegam jego plusy i zalety. Nie jestem stałym, ukształtowanym tworem, który nie zmienia zdania i nawet jeśli jestem wahliwa to nie sprawia mi to problemu. W kwestiach zasadniczych mam stałe poglądy i akceptuje siebie. Jednym słowem: blog jest mój i mogę być na nim, kim chce i uważam, że każdy ma prawo go czytać lub nie i tyle w temacie.
Czuje się bardzo wypoczęta psychicznie, czuje jak odpoczęłam od gotowania, sprzątania, wszelkich codziennych czynności i chociaż ciągle coś fizycznie mi w Polsce dolega, to cieszę się z tego głębokiego oddechu, ale cieszę się także na powrót do domu. Musimy dokupić nadbagaż:) I cicho liczę, że to wystarczy by zabrać się do Francji:) Następny przyjazd będzie samochodem:) Pozdrawiam ciepło moi drodzy:)
Subskrybuj:
Posty (Atom)