Wieczory...Cichy i spokojny czas gdy myśli mogą poukładać się lub pokrążyć w różnych kierunkach, gdy mogę wejść do pokoju obok i ucałować maluchy, które słodko śpią.
Działo się sporo w tym tygodniu: odwiedziłam przedszkole Stasia, gdzie byłam w celu przeczytania dzieciakom bajki po polsku:) Było wspaniale, prócz bajki powiedziałam kilka słów o Polsce, a potem przedszkolanka zrobiła super ćwiczenia: pytała, kto dzisiaj najlepiej rozumiał bajkę, potem prosiła bym wydała kilka poleceń dzieciom po polsku i one miały je wykonać, było trochę śmiechu ale też ich głowy mocno pracowały. Stasio był po prostu szczęśliwy. Następnego dnia dzieciaki witały mnie na podwórku głośnymi okrzykami "Dzień dobry", a żegnały Stasia takimi krzykami na podwórku "Do widzenia":) Staś był po prostu SZCZĘŚLIWY, tego dnia też usłyszałam jego pierwsze słowo wypowiedziane do koleżanki po francusku... Nic wielkiego ale jednak. Myślę, że mimo, iż dzieli nas trochę różnic kulturowych z la maitresse klasy Stasia, to jestem jej bardzo wdzięczna za cały trud, zaangażowanie, które wkłada w to, by pomóc mojemu synowi. Stasio usłyszał także, że doceniamy jego wysiłek w to, że każdego dnia próbuje rozumieć i uczyć się francuskiego. Dzieci biły mu brawo. Ja dałam im cukierki bo i im jestem wdzięczna za to, jak wiele ciepła, przyjacielskich gestów i dobrych emocji Staś od nich otrzymał. Wierzę, że wkrótce po prostu jego umysł całkowicie otworzy się na wszystko, co słyszy. Wierzę, że wkrótce będę mogła nazwać dzieciaki dwujęzycznymi. Nie wspomnę, ile dała i mnie cała wizyta i bycie z taką grupą francuskich maluchów:) Wspaniale:) Basia po wizycie w przedszkolu postanowiła, że już może do niego chodzić:) Usiadła koło koleżanki Stasia, pocałowała ją w policzek wzięła za rękę i poczuła się częścią grupy:)
Dzisiaj była moja praca i karnawał:) Och cieszę się bo naprawdę zdobywam coraz więcej różnych doświadczeń zawodowych i oby tak było nadal. Uwielbiam to, co robię i obym zawsze w życiu miała taką szansę.
W końcu wdzięczna jestem Francji za to, co dała mi przez te miesiące... To jak zmierzyłam się z innym podejściem do życia, do matkowania, do bycia dla siebie i ze sobą, do dawania sobie prawa do czasu dla siebie, odpoczynku, do zadbania o własne potrzeby. Jestem szczęśliwa i wdzięczna za to, kim jestem, gdzie jestem i jak wygląda moje życie. Oby to uczucie towarzyszyło mi przez całe życie...
Śpijcie dobrze:)
sobota, 8 lutego 2014
czwartek, 6 lutego 2014
wystarczająco dobra mama
Mija 7 dni jak każdego wieczoru zabieram się, by podjąć temat, który krąży w moich myślach od dłuższego czasu. Codziennie otwieram okno nowego posta i codziennie zamykam je puste... Przeczytałam ostatnio jakiś internetowy, krótki artykuł o tym, czego nie mówić kobiecie po cesarskim cięciu. Hmmm... Tak się składa, że w moim życiu przytrafiły mi się takie dwa porody mimo, że wcale sobie tego nie życzyłam i o tym nie marzyłam, wprost przeciwnie. Pierwszy był masakrą i wszyscy, którzy pamiętają mnie w tamtym czasie znają moje wspomnienia (3 tygodnie po terminie, kilka wizyt w szpitalu, w końcu indukcja porodu, wiele godzin skurczów bez nawet centymetra efektu) i rozpacz... Och cóż to była za rozpacz, cóż to było za koszmarne uczucie: "nie potrafiłam urodzić mojego dziecka"... Och i jakże bolesne było usłyszenie nie raz "ach no tak, Ty nie rodziłaś"...Ta koszmarna porodówka poniewierająca mnie jako kobietę i matkę... Przy drugim porodzie zadbałam o "odpowiednią opiekę" i chociaż zakończył się podobnie to pan T. witał naszą córkę razem ze mną, Basiula była obok mnie chwilę po tym, jak się urodziła i nie rozstawałam się z nią ani na chwilę ale co przede wszystkim: szpital zapewnił mi wspaniałą opiekę bo dał mi tyle wzmocnień, dobrych słów, mądrych kobiet koło mnie, po prostu ludzkich, z ludzkimi twarzami i normalnym zachowaniem.
Kilka lat zajęło mi zmierzenie się z uczuciem, że zawiodłam jako kobieta. Tych kilka lat pokazało mi, że przywitałam moje Dzieci z otwartym sercem pełnym miłości, a to jak je urodziłam nie czyni mnie gorszą mamą, gorszą kobietą. Być może gdyby nie rozwój medycyny nie byłoby ani mnie, ani mojego syna. Natura nie daje każdemu takich samych szans i możliwości w kwestiach porodu i spraw z nim związanych. Piszę to bo to samo dotyczy całej masy kobiet, którym z różnych przyczyn nie udało się karmić piersią. Ja akurat do niej nie należę bo w tej kwestii miałam wiele szczęścia i determinacji.
Nie na wszystko w życiu możemy mieć wpływ. Gdy jednak zapytacie mnie o najszczęśliwsze dni mojego życia powiem, że to były dni i chwile, gdy witałam moje dzieci, które się rodziły: te drobne małe główki, które niezależnie od wszystkiego trafiały na moje policzki, ten wspaniały zapach i delikatność ich skóry, to uczucie, gdy przystawiałam je do piersi i świat po prostu się zatrzymywał... Zamykam oczy i widzę znów te chwilę... niezmiennie wzruszają mnie tak samo mocno...
Urodziłam swoje dzieci, tak jak było mi to dane, nosiłam je pod swoim sercem przez długi czas, karmiłam ich własną piersią, kocham je, chronię, dbam, uczę, jestem. Zadbajmy o kobiety wokół nas, które rodzą, tak a nie inaczej, które karmią lub nie karmią, niech wejście w ten wspaniały i trudny czas macierzyństwa nie będzie dodatkowo obciążony wyrzutami sumienia... Uczę się ciągle nie oceniać. Moje kochane Mamy: Jesteście najwspanialszymi Mamami dla swoich Dzieci, wystarczy być "wystarczająco dobrym" rodzicem.
Uczucie tęsknoty za doświadczeniem porodu naturalnego pewnie zawsze gdzieś będzie we mnie obecne ale już bez poczucia zawodu, obciążania siebie samej odpowiedzialnością za wybór natury.
Dobranoc
Kilka lat zajęło mi zmierzenie się z uczuciem, że zawiodłam jako kobieta. Tych kilka lat pokazało mi, że przywitałam moje Dzieci z otwartym sercem pełnym miłości, a to jak je urodziłam nie czyni mnie gorszą mamą, gorszą kobietą. Być może gdyby nie rozwój medycyny nie byłoby ani mnie, ani mojego syna. Natura nie daje każdemu takich samych szans i możliwości w kwestiach porodu i spraw z nim związanych. Piszę to bo to samo dotyczy całej masy kobiet, którym z różnych przyczyn nie udało się karmić piersią. Ja akurat do niej nie należę bo w tej kwestii miałam wiele szczęścia i determinacji.
Nie na wszystko w życiu możemy mieć wpływ. Gdy jednak zapytacie mnie o najszczęśliwsze dni mojego życia powiem, że to były dni i chwile, gdy witałam moje dzieci, które się rodziły: te drobne małe główki, które niezależnie od wszystkiego trafiały na moje policzki, ten wspaniały zapach i delikatność ich skóry, to uczucie, gdy przystawiałam je do piersi i świat po prostu się zatrzymywał... Zamykam oczy i widzę znów te chwilę... niezmiennie wzruszają mnie tak samo mocno...
Urodziłam swoje dzieci, tak jak było mi to dane, nosiłam je pod swoim sercem przez długi czas, karmiłam ich własną piersią, kocham je, chronię, dbam, uczę, jestem. Zadbajmy o kobiety wokół nas, które rodzą, tak a nie inaczej, które karmią lub nie karmią, niech wejście w ten wspaniały i trudny czas macierzyństwa nie będzie dodatkowo obciążony wyrzutami sumienia... Uczę się ciągle nie oceniać. Moje kochane Mamy: Jesteście najwspanialszymi Mamami dla swoich Dzieci, wystarczy być "wystarczająco dobrym" rodzicem.
Uczucie tęsknoty za doświadczeniem porodu naturalnego pewnie zawsze gdzieś będzie we mnie obecne ale już bez poczucia zawodu, obciążania siebie samej odpowiedzialnością za wybór natury.
Dobranoc
Subskrybuj:
Posty (Atom)